7 drobnych kłamstewek, które pacjenci najczęściej mówią dietetykom

Kiedyś usłyszałam pewne stwierdzenie, będące podsumowaniem współpracy z dietetykiem – do dzisiaj utkwiło mi w głowie. Wydaje mi się, że coś prawdziwego rzeczywiście w nim jest, a brzmiało ono mniej więcej tak: „Wizytę u dietetyka można porównać do pewnego rodzaju spowiedzi, z tą małą różnicą, że w konfesjonale można liczyć na rozgrzeszenie, a u dietetyka – nie”.

Dietetyk-detektyw

Pracuję w zawodzie już dobrych parę lat i z całą śmiałością mogę stwierdzić, że dietetycy działają na 3 etaty: jako dietetyk, psycholog, a również – co wcale nie mniej ważne – detektyw. O ile dwie pierwsze role nie budzą Waszego zdziwienia, to ostatnia pewnie już tak. Wydaje mi się, że czasami musimy użyć wszystkich naszych zdolności dyplomatycznych i posiadanej wiedzy, aby przebrnąć przez wizytę, uzyskując wszystkie interesujące nas informacje niezbędne do oceny stopnia realizacji ustalonych założeń dietetycznych lub błędów popełnianych przez pacjenta.

Pewnie myślicie sobie: „O co jej chodzi? Przecież to chyba żaden problem powiedzieć, jak minął ostatni okres diety i czy udało się zrealizować postanowienia’’. Też tak myślałam, jednak rzeczywistość wielokrotnie pokazała, że jest inaczej. Po pewnym czasie zaczęłam się zastanawiać, co jest powodem drobnych kłamstewek, które opowiadają mi pacjenci, i doszłam do 3 wniosków.

  • Po pierwsze to brak podstawowej wiedzy żywieniowej. Dotyczy to głównie osób, które dopiero co przyszły do gabinetu i rozpoczynają swoją przygodę z dietetyką. Kwestia wybaczalna: przecież od tego jesteśmy, aby krok po kroku wszystko wytłumaczyć i pomóc naprawić dotychczasowe błędy żywieniowe.
  • Po drugie to wpływ uczuć takich, jak strach, złość, rozczarowanie (strach – przed wynikiem pomiaru i zbadaniem efektu stosowania diety oraz obawa przed oceną dietetyka; złość – że coś nie wychodzi i jest to nasza wina; rozczarowanie – bo każdy chce wygrywać, natomiast przyznać się do błędu, który opóźnia to zwycięstwo, nie lubi już nikt).
  • Po trzecie to chęć uznania. Wielu pacjentów chce zostać pochwalonym i zyskać aprobatę, dlatego ubarwia nieco sprawę (przecież do następnej wizyty błędy uda się naprawić!).

Poniżej chciałabym przytoczyć sztandarowe kłamstewka, z którymi miałam do czynienia w gabinecie. Podaję je tylko dlatego, aby skłonić Was do refleksji i uzmysłowić, że dietetyk nie jest od oceniania Waszej osoby, tylko od pomagania i ustalenia właściwej diety. Dlatego jeśli macie z czymś problem, nie bójcie się o tym rozmawiać ze swoim prowadzącym i nie koloryzujcie prawdy. Ona i tak zawsze wyjdzie na jaw, więc po co tracić czas?

Dieta i jej efekty

Lista najpopularniejszych kłamstewek

1. Nie podjadam NIC pomiędzy głównymi posiłkami

Po paru bardziej wnikliwych pytaniach okazuje się jednak, że w menu były: dwie garście orzechów lub migdałów (bo przecież są zdrowe!), szklanka soku i „trochę” winogron lub innych owoców (przecież zawierają dużo witamin!). Tak właśnie z tego niejedzenia robi nam się dodatkowych 500 kcal. Oczywiście nie neguję walorów odżywczych tych produktów, jednak ich nadmierna ilość w diecie może spowolnić osiągnięcie celu.

2. Nie wiem, dlaczego nie chudnę, przecież jem tak mało – tylko 2 posiłki w ciągu dnia

Słowem kluczowym jest tutaj pojęcie „mało”. Dlaczego się czepiam? Ponieważ osoby jedzące tylko rano i wieczorem kumulują w tych posiłkach dosłownie wszystko. Nawet jeśli rano uda im się przygotować idealnie zdrowe danie, to na wieczór wszystkie dobre postanowienia idą w zapomnienie. Wygląda to zazwyczaj tak: najpierw obiad, najlepiej dwudaniowy, potem jakiś soczek do popicia (z reguły z kartonu), wreszcie niepohamowana ochota na coś słodkiego (paczka ciastek nie stanowi w tym momencie problemu). To jednak nie koniec, bo godzinę przed pójściem spać włącza się „a jeszcze bym coś przekąsił” i wtedy pojawiają się: kawałek serka, kabanosik, kiełbasa, kawałek pieczywa, ale w „małych ilościach”. Tylko jak nasz organizm ma sobie w ciągu nocy poradzić z 1500 kalorii, które miały być spożyte w ciągu całego dnia?

3. Wypijam prawidłową ilość płynów w ciągu dnia

Często okazuje się, że są to: 4 kubki kawy z mlekiem skondensowanym i łyżeczką cukru, 2 herbaty, szklanka soku z kartonu i 2 szklanki wody. Laik by rzekł: no tak, ponad 2 litry jak nic. W rzeczywistości mamy do czynienia z za dużą dawką kawy (nie wspominając już o tym cukrze), sokiem kartonowym (jakość pozostawia wiele do życzenia) i tylko dwoma szklankami wody (przy założeniu, że powinno ich być – w zależności od osoby – co najmniej 3 razy więcej).

4. Nie mam odstępstw: tylko codziennie do kawy ktoś mnie częstuje małym cukiereczkiem, ale to w ramach drugiego śniadania lub podwieczorku

Zazwyczaj okazuje się, że ten „ cukierek” najczęściej ma postać ciacha, bo co chwilę ktoś ma urodziny, komuś rodzi się dziecko, itp. Poza tym jestem prawie w 100% pewna, że ta słodycz nie zagwarantuje Wam tego, co posiłek, który mieliście zjeść zgodnie z rozpisaną dietą.

5. Planuję/mam 4–5 treningów w ciągu tygodnia i o dietę pod taką aktywność proszę

Już wiem, że nie można na takie „planowanie” zwracać uwagi. Liczą się fakty. Z reguły na późniejszej wizycie kontrolnej okazuje się, że z zaplanowanego treningu został 1 dzień, bo tu coś wypadło, tam choroba, brak czasu itp. A przecież jest różnica między dietą np. 2400 kcal a 1900, prawda?

6. Alkohol spożywam okazjonalnie

Co oznacza okazjonalnie? Wiem, pytanie o alkohol nie należy do najmilszych, ale jest bardzo istotne. Jeśli okazuje się, że oznacza ono sięganie co 2 dni po 2 butelki piwa, to jest to już regularne spożywanie, które jest bardzo ważną informacją dla dietetyka.

7. Jem dużo warzyw i owoców

Kwestia sporna. Jedzenie codziennie ogórka czy liścia sałaty do kanapki i ewentualnie surówki do obiadu nie oznacza dużej ilości. Warto tutaj zacząć zapisywać dokładnie spożywane posiłki: wtedy zobaczycie z dietetykiem, czy rzeczywiście jecie dużo i zróżnicowanie pod kątem warzyw i owoców. Często przyzwyczajamy się do pewnych rzeczy i zapominamy, że istnieją jeszcze inne alternatywy.

Jak można zauważyć, trochę tych odstępstw się uzbierało. Mam nadzieję, że u każdego z Was od dzisiaj będzie ich już mniej!