Czy Runmageddon faktycznie jest tak straszny jak Ci się wydaje?

Ciało oblepione błotem, pokiereszowane nogi, zdarta skóra na dłoniach, lico tętniące szczęściem, poczucie radości i wyraz twarzy mówiący… mam to! Tak linię mety przekraczają finiszerzy biegów przeszkodowych.

A może… by tak spróbować?

Widzisz ich w relacjach w TV, na FB czy Instagramie, kiedy pokazują foto na ściance i machają medalem. Słyszysz opowieści w pracy, że kolega kolegi zrobił Runmageddon (to chyba najbardziej rozpoznawalna marka biegów OCR). Czasem znajdzie się jakiś jeden czy dwóch zapaleńców, którzy wzięli i przebiegli, pada hasło… zróbmy to razem!

Wtedy w głowie kiełkuje Ci myśl, a może…? Ale potem widzisz oczami wyobraźni siebie… Siebie na szczycie trzymetrowej ściany i zastanawiasz się, po co wdrapywać się tak wysoko, jak można przejść obok i nie zjechać na zawał, gdy przypadkiem z tej trzymetrowej ściany spojrzysz w dół.

Przygoda z Rekrutem

Moja historia z biegami OCR (Obstacle Course Race) zaczęła się kilka lat temu. I podobnie jak wielu zaczęłam od Runmageddonu – dystans REKRUT (ok. 6 km, 30 + przeszkód). To były jeszcze czasy, kiedy nie było dystansu INTRO (3 km, 15 przeszkód), a najbardziej wymagającą przeszkodą było wspinanie po linie. Pierwszy RMG skończyłam, wygrywając swoją falę i wbiłam się w górną stawkę kobiet z całego wyścigu. Biegłam sama, nie korzystałam z niczyjej pomocy, potraktowałam to jako test… test samej siebie. Zdałam go i to chyba całkiem dobrze.

Gdy przekroczyłam linię mety, czułam się jak młody bóg. Dostałam takiego kopa, że byłam przekonana, że teraz mogę wszystko. Początki zawsze bywają trudne, więc po pierwszych zawodach przez 3 dni miałam kłopot z siedzeniem na tyłku, bolały mnie plecy, a biceps czułam, gdy stukałam w klawiaturę. Gdybym dzień po biegu poszła do lekarza, z miejsca mogłabym dostać niebieską kartę. Moje nogi były fioletowe jak denaturat. Jednak to uczucie po… pamiętam je do teraz…. wynagrodziło wszystko. Dziś z perspektywy lat i doświadczenia wiem, że nie musiało tak być i po starcie w OCR można wyglądać inaczej.

Jak się przygotować?

Jeśli zadajesz sobie pytanie czy bieg przeszkodowy jest dla Ciebie, to odpowiem bez wahania – tak, jest! Jeśli przeszło Ci przez myśl, żeby to zrobić, to spróbuj. Lepiej żałować, że się podjęło wyzwanie niż, że się tego nie zrobiło. Jednak jeśli zamierzasz to zrobić, MUSISZ SIĘ DO TEGO PRZYGOTOWAĆ. Jeśli podejmujesz decyzję o udziale w OCR, ale nie masz zamiaru poświęcić czasu i zaangażowania na przygotowania, bo zakładasz, że jakoś to będzie, to nieodpowiedzialna i ryzykowna decyzja.

Biegi przeszkodowe są dość specyficzną dyscypliną. Jeśli podchodzimy do nich z rozsądkiem i szacunkiem, gwarantują nam świetną zabawę na poziomie amatorskim i porządny zastrzyk adrenaliny na poziomie elite. Jeśli traktujemy je beztrosko, ryzykujemy kontuzją lub wypadkiem i często stanowimy poważne zagrożenie dla innych uczestników.

Po pierwsze, bieganie

Jeśli kiełkuje Ci myśl, by może jednak podjąć wyzwanie, pamiętaj, że Runmageddon to bieg, więc warto mieć wytrzymałość biegową. Powiedzmy, że decydujesz się na start na wspomnianym dystansie RMG REKRUT, czyli ok. 6 km i 30 + przeszkód. Na tę okoliczność warto mieć wytrzymałość biegową na ok. 8-10 km. Trasy biegów przeszkodowych to inna bajka niż płaskie biegi z atestem PZLA. Tutaj nigdy nie wiesz, co Cię spotka, a długość trasy może okazać się inna dla każdego zawodnika, bo w pewnym sensie zależy od ilości karnych rund. Nieraz zdarzało się, że Rekrut liczył nawet 9 km. 6 a 9 robi różnicę, prawda? Ponadto w ramach niespodzianki organizatorzy zawsze podają orientacyjną długość trasy. Nie jest ona nigdy krótsza niż ta podana, więc nie ma co się łudzić, że wyjdzie mniej. Jeśli biegasz, to połowa sukcesu. Masz wtedy pewność, że w fali open będzie start i będzie meta, bo do niej po prostu dobiegniesz. Jeśli nie pokonasz przeszkód, to wykonujesz karne zadania i lecisz dalej. Nie dotyczy to fali elite. Zawodnicy elite mają obowiązek pokonania każdej przeszkody, co więcej, samodzielnie, bez pomocy innych uczestników biegu. Jeśli im się to nie uda, klasyfikowani są jako zawodnicy fali open.

Po drugie, pokonywanie przeszkód

Biegi przeszkodowe, jak podpowiada nazwa, to biegi, na trasie których pojawiają się różne przeszkody do pokonania. Są to zazwyczaj przeszkody:
wodne (np. bieg po wodzie, skok z liny do zbiornika wodnego, pokonanie kontenera pełnego lodowatej wody, skok do przerębla etc.),
błotne (np. czołganie w błocie pod zasiekami, pokonywanie błotnych rowów, wspinanie się pod błotniste górki),
wysokościowe ( np. pokonywanie ścian o wysokości 2-3m, prostych lub skośnych, wspinanie po ruchomych drabinkach, doskakiwanie do wysoko zawieszonego elementu, wspinanie się po linie, wspinanie po rurach, kołkach i innych elementach konstrukcyjnych),
siłowe (np. bieg z obciążeniem, przetaczanie wielkich opon, ciągnięcie lub niesienie dodatkowego obciążenia),
rzutne (np. rzut do celu, strzał do celu),
mentalne (np. zagadka matematyczna lub zapamiętanie ciągu cyfr, odgadnięcie cytatu z filmu),
sprawnościowe (przeszkody techniczne, których pokonanie często wymaga przede wszystkim dobrej techniki; są to wszelkiego rodzaju multirigi, zwisy i przeskoki między drążkami, które wymagają przede wszystkim mocnego chwytu, odpowiedniego prowadzenia ciała i silnych mięśni korpusu – tę grupę przeszkód uznaję za najtrudniejszą i najbardziej wymagającą).

Kary

Cel zawodnika to przebiegnięcie danego dystansu, pokonanie przeszkody samodzielnie (w fali elite) lub ewentualnie z pomocą innych zawodników (w fali open) i zaliczenie jak najmniej kar.
Kary bywają różne w zależności od marki biegu. W przypadku Runmageddonu to najczęściej seria burpees, czyli legendarne padnij-powstań. Rzadziej dodatkowy dystans biegu do pokonania, najczęściej z obciążeniem w postaci trylinki, kega, drewnianego bala lub opony. Bardzo często runda karna jest zdecydowanie prostsza niż przeszkoda, ale bardziej męcząca.

W drużynie raźniej

Trudność przeszkód jest różna i dla każdego zawodnika inne będą kryteria oceny owej trudności. Ogromną zaletą fal open jest to, że uczestnicy mogą sobie pomagać i pokonywać wspólnie przeszkody. Świetnie się to sprawdza przy debiucie. Wszak wiadomo… razem raźniej i lżej. Dlatego organizatorzy zachęcają, szczególnie nowicjuszy, do tworzenia drużyn i biegania zespołowego. Regulamin zawodów open zachęca do pomocy innym zawodnikom. Jest jednak jedno ALE… Żeby pomagać, trzeba umieć to zrobić. Nieumiejętne podanie ręki może mieć bardzo nieprzyjemne skutki.

Opowiem Wam pewną historię. Kiedyś podczas biegu w fali open nie mogłam doskoczyć do szczytu wysokiej ściany. Nóżki mam krótkie, wzrostu ledwo 170 cm, a ściana miała 2,5 m, gładka jak stół, bez liny, bez belki… Przy wyskoku brakowało mi kilku centymetrów i zjeżdżałam na dół, na glonojada… twarzą po ścianie. Jakiś rosły młodzieniec zaoferował, że mnie podrzuci. Ochoczo nabrałam rozpędu. On nawet wiedział, gdzie popchnąć, gdzie złapać, żeby dobrze się leciało, ale… no właśnie. Zrobił to z taką siłą, że moje 50 kilo masy przeleciało nad ścianą, a ja nawet nie zdążyłam jej złapać i…. pewnie wiecie, co było dalej. Bardzo twarde lądowanie! Obite nogi i cud, że obyło się bez złamań. Pomoc, choć życzliwa, skończyła się sporym bólem i stłuczeniami. Pamiętajcie zatem, by pomagać z głową i umiarem i przede wszystkim nie kozaczyć.

Treningi

Biegi przeszkodowe wymagają nieco innego treningu niż biegi płaskie. Obligatoryjnie musisz trenować bieganie. Realizować treningi w urozmaiconym i wymagającym terenie. Same jednostki, poza bieganiem tlenowym i interwałowym, powinny zawierać elementy biegu zmiennego i zabawy biegowe. Bieganie należy wspierać treningiem siłowo-sprawnościowym. Ogólnorozwojówka na siłowni, dobrze sprawdzi się crossfit (ale polecam go tylko osobom z dobrą techniką), treningi terenowe na torach przeszkód i kalisteniczne na streetworkoutach. Do debiutu warto przygotowywać się w grupie i pierwszy start też polecam Wam zaliczyć grupowo, albo przynajmniej w parze. Start zaplanujcie na sezon letni. W wysokich temperaturach ciało pracuje sprawniej i jest mniej podatne na kontuzje. Czym chłodniej, tym trudniej zapanować nad ciałem. Gdy temperatura spada poniżej zera, a Ty biegniesz w mokrym ubraniu, możesz nie przewidzieć reakcji swojego organizmu. Zimowe OCRy polecam doświadczonym zawodnikom.

Mam nadzieję, że rozwiałam Wasze wątpliwości i spotkamy się gdzieś na biegowej ścieżce lub pod przeszkodą. Niech moc będzie z Wami!

Fotki: prywatne archiwum autorki