Gdy niemożliwe przestaje istnieć. O książce „Siła marzeń, czyli jak zdobyłam Koronę Ziemi”

Czy można wspiąć się na Kilimandżaro, mając do dyspozycji zaledwie 26 dni urlopu? Czy można stracić pracę, rozejść się z facetem i nawet przez moment nie stracić wiary w siebie? Czy można bez wahania spełniać marzenia, kiedy cały świat przekonuje, że to nie ma prawa się udać? Miłka Raulin odpowiada: tak, tak i tak.

Najmłodsza Polka z Koroną

Bogumiła Raulin jest najmłodszą i jednocześnie dziesiątą Polką (a także pierwszą Kaszubką!), która stanęła na najwyższych szczytach wszystkich siedmiu kontynentów, kompletując tzw. Koronę Ziemi*. Zdobyła Mount Blanc, Kilimandżaro, Elbrus, Aconcaguę, Piramidę Carstensza, Górę Kościuszki, Denali, Masyw Vinsona i w końcu króla gór, marzenie każdego wspinacza – Mount Everest. Swoje przedsięwzięcia spięła w projekt Siła Marzeń. Realizowała go przez siedem długich lat. Za spełnianie marzeń zapłaciła nieprzespanymi nocami i absolutnym brakiem czasu dla siebie. W książce Siła Marzeń, czyli jak zdobyłam Koronę Ziemi kawałek po kawałku odsłania kulisy projektu – to, w jaki sposób pomysł o zdobyciu Korony Ziemi w ogóle zakiełkował w jej głowie, i to, jak walczyła, aby doprowadzić go do końca.

*Tutaj małe wyjaśnienie. Korona Ziemi to najwyższe wierzchołki siedmiu kontynentów. Logika podpowiada więc, że powinno być ich siedem. Ponieważ jednak wśród geografów nie ma zgody, które ze szczytów Europy (Elbrus czy Mount Blanc?) oraz Australii i Oceanii (Góra Kościuszki w Australii czy Piramida Carstensza w Oceanii?) są najwyższe, drogą kompromisu lista rozszerzyła się do dziewięciu.

Korona Ziemi

Więcej niż góry

Choć w księgarni Siła Marzeń leży obok takich książek, jak Śmierć na Nanga Parbat czy Skazany na góry, a więc na wskroś górskich, dotykających tematu alpinizmu w samym jego sednie, ta przynależność nie do końca określa jej charakter. Raulin wychodzi poza gatunek literatury faktu. Nie koncentruje się jedynie na suchym przedstawieniu tego, w jaki sposób organizowała swoje wyprawy, a potem zdobywała szczyty. Daje czytelnikom coś więcej – siebie.

Pomiędzy opisami przygotowań do kolejnej eskapady przemyca wątki bardzo osobiste: dzieciństwo, kłopoty w szkole (o które nietrudno, gdy jest się jedyną dziewczyną w klasie), macierzyństwo, utratę pracy, chorobę przyjaciółki. Robi to jednak z wyczuciem, zaledwie uchylając rąbka tajemnicy – po to, abyśmy mogli zrozumieć, co ją ukształtowało i co sprawiło, że ma w sobie tak ogromną siłę.

Sporo pisze o dzieciństwie spędzonym na Kaszubach. To swego rodzaju opowieść pokoleniowa. Każdy 25–35-latek może odnaleźć w tej historii dobrze znane sobie wątki. Raulin pochodzi bowiem z generacji, która wychowała się na podwórkach, w czasach, gdy nie wiedziano jeszcze, czym jest bezstresowe wychowanie, mikrobiom i nietolerancja glutenu. Być może po części dlatego z taką siłą prze do przodu. Wie, że dostanie tylko to, na co sobie zapracuje. I że aby osiągnąć cel, musi wykazać się uporem, wytrwałością i żelazną konsekwencją.

Konsekwencja jest matką sukcesu

Właśnie to hasło przyświecało Miłce, gdy realizowała swój szalony projekt. Temat konsekwencji wielokrotnie powraca w jej książce – nie tylko w kontekście realizacji Siły Marzeń i stawiania kroku za krokiem w drodze na szczyt, ale też pozyskiwania funduszy na wyprawy czy pracy w korporacji. Choć Raulin opowiada o wszystkich tych kwestiach z gawędziarskim zacięciem i często z humorem, przesłanie, które ma dla czytelników, brzmi poważnie – jeśli tylko chcesz, możesz wszystko. Siła Marzeń, czyli jak zdobyłam Koronę Ziemi jest po części pamiętnikiem z podróży, a po części poradnikiem motywacyjnym. I to nie tylko dla górołazów. Porady Miłki może wcielić w życie każdy – niezależnie od tego, czy marzy o podróżowaniu, przebiegnięciu maratonu czy zmianie pracy.

Książki Miłki Raulin Siła Marzeń

Z perspektywy szczytu

Oczywiście Siła Marzeń opowiada też o górach. Powinien przeczytać ją każdy, kto skrycie marzy o zdobyciu sześcio- czy ośmiotysięcznika, ale myśli, że realizacja tego projektu jest absolutnie poza zasięgiem. Miłka udowadnia, że wcale nie. Oczywiście – wyprawa na Mount Everest to gigantyczne koszty, jednak taka jest cena bezpieczeństwa, które zapewnia wyspecjalizowana w organizowaniu tego typu eskapad agencja. Wiele szczytów można zdobyć lowcostowo, bez specjalnego przygotowania i bez profesjonalnego ekwipunku. Na Kilimandżaro Miłka wybrała się w butach trekkingowych za 100 zł i w wełnianym swetrze z lumpeksu pod kurtką. I to ona zdobyła szczyt, a nie jej współtowarzysz, który nosił na sobie sprzęt za kilkanaście tysięcy.

Mimo wiary we własne możliwości i przekonania, że można wszystko, Miłka przestrzega też czytelników przed arogancją w stosunku do gór. O swojej potędze przypomniały jej wielokrotnie, szczególnie Elbrus – szczyt pozornie łatwy do zdobycia. Po tej lekcji pokory przekonała się, że tak naprawdę nie wie o górach nic. Do podobnych wniosków dojdzie jeszcze wiele razy. I wiele razy pisze o tym w swojej książce. Ona, kobieta z Koroną Ziemi na koncie! To ważna nauka. Jeśli Twoim marzeniem jest wspinaczka na najwyższe szczyty, jak najwięcej korzystaj z doświadczeń alpinistów, którzy górom poświęcili całe swoje życie.

I TY możesz wszystko!

Książka Miłki Raulin jest opowieścią o tym, że każdy, kto naprawdę czegoś pragnie, może poradzić sobie z wszystkimi przeciwnościami i w końcu osiągnąć cel. KAŻDY – nawet ten zwykły, szary, skromny, pracujący na etacie, wychowujący samotnie dziecko. Wystarczy upór i odrobina odwagi. Tylko tyle i aż tyle.

Siłę Marzeń czyta się błyskawicznie. Dzięki temu, że Miłka przybiera lekki, gawędziarski ton, od razu zaskarbia sobie sympatię czytelnika. Jeśli zastanawiasz się, czy warto sięgnąć po tę pozycję, odpowiadam z całą stanowczością: TAK! Solidna dawka przyjemności z czytania gwarantowana.

Siła Marzeń, czyli jak zdobyłam Koronę Ziemi kończy się wzmianką o zdobyciu Dachu Świata – Everestu. Ale, jak pisze Miłka, to opowieść na osobną książkę. Na naszym blogu znalazła się zajawka tej opowieści. W tekście Everest – wszystko, co chcielibyście wiedzieć, ale boicie się zapytać Miłka uchyla nam rąbka tajemnicy, opowiadając o najbardziej wstydliwych elementach wyprawy. I… o tym, że w drodze na szczyt można dostać pizzę i frytki!

Źródło zdjęć: własne, unsplash.com