Polskie i słowackie stoki narciarskie, które podnoszą adrenalinę

Trasy dostarczające skoków adrenaliny w Polsce i u naszych południowych sąsiadów? Powiedzmy sobie szczerze, nie ma ich zbyt wiele. Brak tu legendarnych stoków, np. znanych z austriackich Alp prawie pionowych szlaków Streif czy Harakiri. A jednak nawet wymagający narciarz odnajdzie tu swoją linię.

Pamiętam, że jednym z moich pierwszych marzeń narciarskich był zjazd z czerwonej trasy na Czantorii w Ustroniu. Czasy to były inne – w latach dziewięćdziesiątych ratrakowana trasa była synonimem luksusu, narty proste jak kredki, a narciarzy niewielu. Tata kategorycznie wskazał ośmiolatkowi miejsce na krześle jadącym w dół, obok mamy. I sam pognał tą najtrudniejszą trasą, jaką pamiętam z dzieciństwa.

Dzisiaj na co dzień wybieram wysokogórskie żleby, przejazdy między skałami i po lasach, a przyspieszone bicie serca wywołuje u mnie dobry drop, czyli lot z miejsca, gdzie stok się urywa.

W górach każdy ma swój Everest. Jeżeli czujesz radość z jazdy, to znaczy, że robisz to dobrze. I nie liczy się, czy zaliczasz niebieską trasę na Kotelnicy Białczańskiej, czy zjeżdżasz z Rysów. Tworząc ten ranking adrenalinowych tras kierowałem się wyłącznie własnym doświadczeniem. Oczywiście wziąłem pod uwagę parametry techniczne – nachylenie i długość tras, jednak postawiłem na emocje. Wszak góry to coś więcej niż plastikowe budy z szybkim jedzeniem, muzyka grająca na stoku i cały ten festyn, który urządzają popularne stacje.

Łomnickie Siodło

Ranking otwiera trasa z Łomnickiego Sedla do Tatrzańskiej Łomnicy na Słowacji. To zarazem najdłuższa i biegnąca z najwyższego punktu trasa w całych Tatrach! Zaczyna się na wysokości 2190 m.n.p.m. bardzo stromym zjazdem z Łomnickiego Siodła (czarne oznaczenie), tuż spod szczytu Łomnicy.

Mimo że stacja jest nowoczesna, do samej trasy dojeżdża się dwuosobowym krzesełkiem starego typu. Już samo to dostarcza wrażeń – ostre wierzchołki najwyższych tatrzańskich szczytów, urwiska i żleby przypominają nam, że jesteśmy w wysokich górach. Przy dobrej pogodzie widoki na dłużej zatrzymują narciarzy, którzy fragment tego wszystkiego próbują zachować na przenośnych pamięciach telefonów. Łomnickie Sedlo jest zjawiskowe.

Freeriderzy zazwyczaj kierują się na prawo, na równie stromą Francuską Muldę (oficjalnie oznaczona przez stację jako freeride zone), a narciarze trasowi rozpoczynają pojedynek z czarną, półdziką i nieratrakowaną czarną trasą. Wrażenia? Z początku jest niezwykle stroma, a swoje robi wysokość nad poziomem morza i zew najwyższych tatrzańskich szczytów.

Z uwagi na wysokie położenie, pogoda często płata tu figle, co dodatkowo zwiększa poziom trudności… Z drugiej strony usytuowanie sprawia, że warunki do jazdy panują tu nawet do końca kwietnia. Wtedy można tu jeździć w bluzie albo rozkoszować się kofolą na leżaczku.

Niżej trasa łączy się z kolejnymi odcinkami, o oznakowaniu czerwonym i niebieskim przy samym starcie. Długość zjazdu na sam dół to aż 5,5 km (1300 m przewyższenia!), co czyni zjazd z Łomnickiego Sedla najdłuższym na Słowacji, w Polsce i Czechach. Jeżeli jesteś wytrawnym narciarzem i kochasz Alpy, tu poczujesz się jak w… Tatrach. Albo jak w domu.

Kasprowy Wierch

Kasprowy Wierch… To temat wielu książek i materiał na wiele innych, które dopiero powstaną. Stacja budowana od 1935 roku udziałem tysiąca osób i świadek najważniejszych wydarzeń historycznych z jednej strony jest uwielbiana przez zakopiańczyków, z drugiej stanowi powód do irytacji, że odtąd byle ceper może trafić w najwyższe partie gór.

Dla polskiego narciarza jest jak mekka. Każdy doświadczony amator sportów zimowych powinien się tu znaleźć choć raz w życiu, żeby zjechać liczącą 5,4 km trasą (927 m przewyższenia). Wiodąca z Kasprowego Wierchu przez Kocioł Goryczkowy do Kuźnic nitka jest najdłuższą w Polsce i posiada czarne oznakowanie (w górnej części).

Podobnie jak w wypadku Łomnicy, tu stajemy oko w oko z bardzo wysokimi górami (1987 m.n.p.m.), a podobnych widoków i wzruszeń nie dostarczy nam żadna inna stacja w kraju. Na niewielu innych da się też rozegrać zawody slalomu giganta. Co ciekawe, po raz pierwszy narciarze rywalizowali tu jeszcze w 1910 roku!

Chopok

Wracamy na Słowację: pora na Niskie Tatry i kultowy Chopok (2024 m.n.p.m.) Supernowoczesna infrastruktura i kilkadziesiąt dostępnych tras czyni tę stację największą w tej części Europy. Narciarze mówią tu we wszystkich językach (to jedna z topowych destynacji dla turystów z Polski, Węgier czy Białorusi), a europejskie są tutaj również ceny.

Nas interesują trasy. Tu znajduje się ulubiona przez autora trasa 33a przechodząca w 33. Z początku czarna i bardzo stroma, potem wije się szeroką serpentyną niczym szlaki w Alpach. Co czyni ją wyjątkową? Trasy na Chopoku znajdują się na południowych i północnych zboczach góry (znowu jak w Alpach). Trasa 33 ma ekspozycję południową, co w słoneczne dni oznacza często palące słońce, które delikatnie rozpuszcza śnieg i lód przeszkadzający w jeździe na krawędzi. Z tego samego powodu trasa ma całkiem terenowy charakter, pełen muld i hopek, na których dobrze się skacze (słabszym narciarzom przeszkadzają). Narty typu all-mountain będą tu zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem.

Trasa jest bardzo szeroka i biegnie w naturalny sposób z samego grzbietu góry aż do Krupovej (1084 m.n.p.m.), dając łącznie 4,3 km zjazdu. Jeżeli pogoda dopisze, trasa definiuje raczej chimeryczny pod tym względem Chopok na nowo. To niejedyna taka (i nie najdłuższa) trasa w resorcie, ale z pewnością wyjątkowa. Na prawo i lewo od niej rozciągają się potężne pola śnieżne, w które freeriderzy celują po opadzie śniegu. Należy dodać, że temat jazdy poza trasą na Chopoku jest ucywilizowany – można tu jeździć praktycznie wszędzie (także z okolicznych szczytów), a w Jasnej u podnóża znajduje się budynek Freeride Center.

4.Pilsko

Przenosimy się do Beskidów. Tu zdecydowanie należałoby wyróżnić fisowską 23, Golgotę czy Bieńkulę w Szczyrku (wszystkie w obszarze narciarskim Skrzycznego). Wrażenie może również zrobić wiślański Stożek, jednak nieco więcej miejsca chciałbym poświęcić pełnemu tajemnic, kultowemu Pilsku i nieczynnej już trasie nr 7, biegnącej z Hali Miziowej do Szczawin.

Wiele lat temu była to przepiękna, naturalna zjazdówka, której ślad wiódł dość wąsko pomiędzy drzewami. Jako taka zupełnie nie przystawała do współczesnych, „bezpiecznych” tras, które często się profiluje i ogradza, bezpowrotnie zabierając im dziki, górski charakter.


Działania z 2012 roku, które uruchomiły nieaktywne osuwisko, sprawiły, że do dzisiaj ściana jest nieczynna i ma miejsca, w których teren się „urywa”. W efekcie stała się ona jednym z ulubionych celów freeriderów, którzy przywrócili jej dawny, niedostępny dla każdego charakter.

Uwielbiam Pilsko. Ten nieco przestarzały, pamiętający socjalizm ośrodek ma swój klimat i jest jednym z najważniejszych punktów na freeridowej mapie Polski. Panuje tu luz nieznany nowoczesnym, komercyjnym stacjom, do góry wyjeżdża się orczykami, a infrastruktura nie dominuje nad przyrodą.

Wreszcie zjazd z Pilska to drugi po Kasprowym najwyżej położony trakt narciarski w Polsce.
Uwaga! Na trasie przy mniejszej pokrywie śnieżnej wystają kamienie, a jazda zamkniętymi trasami jest niebezpieczna i odbywa się zawsze na własną odpowiedzialność.

5. Jaworzyna Krynicka

Piątą trasą jest fisowska 5. na Jaworzynie Krynickiej, czyli przedstawiciel Beskidu Sądeckiego. Polecam ją z dwóch powodów: po pierwsze, to rzeczywiście stroma trasa (średnie nachylenie to 31%), po drugie, cała stacja jest atrakcyjna i oferuje zjazdy dochodzące do ok. 2 km długości.

Piątka jest krótka – ma zaledwie 740 m długości (oficjalna strona mówi o 1000 m) i tylko 233 m przewyższenia, a jednak jest to trasa z glejtem Fisu, na której trudno się nudzić.