Tłusty kwiecień, suty maj

Nie umiemy odmawiać. Zwłaszcza my, kobiety. A brak asertywności mści się na nas także przy… stole czy grillu.

– Najpierw święta i codziennie suto zastawiony stół. Zaraz potem majówka i kolejne spotkania ze znajomymi, grillowanie, słodkie desery, soki w kartonikach, lody bakaliowe na przemian z czekoladowymi. Nic dziwnego, że boję się wejść na wagę. Bez tego wiem, że przytyłam, bo moje spodnie zrobiły się za ciasne. A wydawało mi się, że jadłam tylko nieco więcej niż na co dzień – narzekała moja koleżanka, która spędziła Wielkanoc u rodziny w Wielkopolsce, a majówkę na Kaszubach u znajomych.

W obu tych miejscach czekała na nią wyżerka, jak na weselu. – I jak tu odmówić? No właśnie jak? „Nie dziękuję, jestem najedzona”, to nie wchodziło w grę – opowiadała mi koleżanka. Gdy tak biadoliła przypomniałam sobie artykuł, który kiedyś przeczytałam o tym, że najwięcej szkody podczas takich imprez wyrządza nam brak asertywności. Zgadzamy się więc dla świętego spokoju na kolejną porcję zachwalanej kiełbasy ze sklepu na rogu albo ciasta z kremem z tradycyjnej cukierni rodzinnej. Ta sama zasada, jak czytałam, dotyczyła zaniechania aktywności. Rodzina czy znajomi nie chcą iść na spacer, bo wolą oglądać film, to i my nie wyrywamy się przed szereg i zostajemy w domu przed telewizorem z pełnym talerzem jedzenia. Boimy się urazić tych, którzy nas goszczą i nie chcąc psuć nastroju robimy nie to czego pragniemy, a to czego oczekują od nas inni. Wreszcie kończy się nasz pobyt poza domem i chcemy wrócić do nawyków żywieniowych sprzed jedzeniowego szaleństwa. Tylko jak?

Gdy pofolgujemy sobie przy stole podczas świątecznych biesiad, jak przekonują znawcy tematu, może nam przybyć dwa, a nawet trzy kilogramy. Aby je z rzucić i znów zmieścić się w ulubione spodnie musimy się ruszyć z kanapy. Możliwości jest wiele i są oczywiste, więc nie będę ich tutaj wymieniać. Trzeba tylko chcieć.

I nie łudźmy się, że zastosowanie głodówki załatwi sprawę. Bo nie jest ona czarodziejską różdżką, dzięki której błyskawicznie wrócimy do wagi sprzed wolnych dni spędzonych przy stole. To rozwiązanie może nam wręcz zaszkodzić. Dietetycy zaobserwowali bowiem, że rezygnowanie z posiłków spowalnia metabolizm. A wtedy nie tylko nie chudniemy, ale możemy nawet przytyć. Jeść należy więc pięć razy dziennie, ale małymi porcjami. Po czterech tygodniach racjonalnego odżywiania i aktywności fizycznej powinniśmy otrzymać prezent w postaci utraty zbędnych kilogramów, których przybyło nam podczas świąt czy majówki.

Idealne rozwiązanie? Zaplanowanie każdego czasu wolnego tak, żeby zachować równowagę między jedzeniem a ruchem. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić? Pewnie tak, ale jeżeli motywujesz siebie i całą rodzinę sukcesywnie przez cały rok, ten tydzień czy dwa nie powinny być dla Ciebie problemem.